53     Poprzednia strona Spis treści Nastepna strona     : Willy


Willy - Dla Matthew Smitha, za najlepszą grę wszech czasów



Willy stanął w komnacie. "Centralna grota" - znał ją aż za dobrze. Spojrzał w górę. Teren nad nim patrolował robot. Nie był to trudny przeciwnik, ale czasem mógł sprawić wiele kłopotów. Lampka kontrolna mignęła złowrogo. Kończyło się powietrze! Trzeba się pospieszyć i zebrać te przeklęte klucze. Mężczyzna ruszył przed siebie. Jego ruchy były mechaniczne, wyuczone, od lat krążył po tych jaskiniach i znał je niemalże na pamięć. Jednym susem wskoczył na skalną półkę znajdującą się tuż nad nim. Jeszcze kilka kroków i pierwszy klucz znalazł się w zasięgu rąk Willy'ego. Teraz robot... Wystarczyło poczekać na odpowiedni moment i strażnik przestawał być groźny. Rutyna, lata praktyki robiły swoje. Po chwili kolejne klucze stały się własnością górnika. Jednak zapas powietrza kurczył się w zastraszającym tempie. Willy musiał przyspieszyć, zaczął biec, nie chciał udusić się w tej cholernej kopalni. Mężczyzna ruszył w kierunku wyjścia. Tym razem robot nie dał nabrać się na prostą sztuczkę i prawie złapał uciekającego. Willy głośno odetchnął wchodząc do drzwi. Było trudniej niż się spodziewał.
Lodowaty wiatr wyrwał go z zamyślenia. "Chłodnia". Nigdy nie lubił tej komnaty. Pingwin zbliżał się do górnika, a złowrogi uśmiech na twarzy nie pozostawiał złudzeń, co do jego zamiarów. Willy musiał działać szybko. Wskoczył na skalną półkę, gdzie był poza zasięgiem przeciwnika. Nie mógł jednak zbyt długo cieszyć się sukcesem. Kurczący się zapas powietrza zmusił go do działania. Drugi pingwin również nie zdołał dostać bohatera w swoje ręce, a Willy zbierał kolejne lody, które były przepustką do dalszych komnat. Po chwili mężczyzna stanął na najwyższej półce. Wiatr wiał z coraz większą siłą. Górnik czuł się zmęczony, było mu coraz zimniej, zamarzał... Wiedział, że nie zdąży już wrócić normalną drogą do wyjścia. Pozostawało jedyne rozwiązanie - Willy zamknął oczy i skoczył w dół. Wydawało mu się, że leci całą wieczność, lecz po chwili trafił do Menażerii. "Znowu się udało" - pomyślał.
Kaczki były dzisiaj wyjątkowo agresywne, ale dla rozgrzanego Willy'ego nie stanowiły już żadnego wyzwania, podobnie jak przeciwnicy z kolejnych jaskiń (choć trzeba przyznać, że szarżujący sedes prawie go dopadł). Na dłużej zatrzymał się w komnacie z Kongiem. Ten ogromny potwór zawsze go przerażał. Wielu próbowało pokonać bestię, ale jeszcze nikomu się to nie udało.
Jednak nic nie było w stanie powstrzymać dzielnego górnika. Kiedy postać mężczyzny zamajaczyła na platformie, a jego ręka spoczęła na dźwigni, w oczach gigantycznej małpy pojawił się strach. Willy był strasznie zmęczony tą wspinaczką, pot zalewał mu oczy, a serce waliło jak opętane, chcąc rozerwać pierś.
"Hasta la vista, baby" - głos górnika przerwał nerwową ciszę, która zapanowała w jaskini. Dźwignia opadła, a ziemia pod nogami bestii nagle rozstąpiła się. Kong próbował jeszcze chwycić się skalnej półki, lecz jego wysiłki były daremne - ogromne ciało spadło w otchłań. Willy odetchnął z ulgą i powoli ruszył w kierunku wyjścia. Po tych przeżyciach elektryczne ameby i zmutowane telefony, które spotkał w kolejnych komnatach nie zrobiły już na nim większego wrażenia, a Kosmiczny Kong skończył tak jak jego poprzednik.
Jednak z każdą kolejną jaskinią górnik zbliżał się do Lądowiska. Ta myśl przerażała go. Lądujące wszędzie statki kosmiczne, setki statków, jak w tych warunkach pozbierać wszystkie chipy i dostać się do wyjścia?! Wiedział, że musi szybko znaleźć rozwiązanie. Jeszcze tylko Rafineria Rudy i znowu zobaczy tę przeklętą komnatę...
Willy stanął na środku jaskini. Dookoła niego bez przerwy lądowały statki. Co robić? Czas płynął nieubłaganie, a pytanie ciągle pozostawało bez odpowiedzi. Lampka kontrolna mignęła złowrogo, powietrza ubywało, a mężczyzna ciągle stał w miejscu. Jak stąd wyjść? Jak zebrać te cholerne chipy? Górnikowi zrobiło się duszno. Spojrzał na wskaźnik, tlen właśnie się skończył. Willy'emu pociemniało w oczach, poczuł jak ból zaciska się niczym stalowa obręcz wokół jego klatki piersiowej... "To chyba koniec" - pomyślał...

TRZY GWIAZDKI
Klusowi pociemniało w oczach, poczuł jak ból zaciska się niczym stalowa obręcz wokół jego klatki piersiowej... "To chyba koniec" - pomyślał i z furią wyłączył komputer. Znowu się nie udało! Ta przeklęta komnata...

Praise:
"Surreal, tragic, scary. Builds to an epic climax. Terror that resonates long after the story is finished."
Washington Post

"A big, serious story... Klus is at the top of his game."
The New Yorker

"Willy is a claustrophobic nightmare of horror and madness."
Publishers Weekly


Jeśli ktoś wie, jak przejść tę przeklętą komnatę, proszony jest o kontakt pod adresem [email protected].net.


53     Poprzednia strona Spis treści Nastepna strona     : Willy